Wywiad z prof. dr hab. n. med. Joanną Zajkowską zastępcą kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku
W ostatnich latach liczba zgłoszonych przypadków boreliozy gwałtownie wzrosła (np. wg danych NIZP PZH-PIB z ok. 29 860 w 2024 do 48 725 w 2025 r.). Jak Pani Profesor interpretuje tę dynamikę? Czy odzwierciedla ona rzeczywisty wzrost zachorowań, czy raczej jest konsekwencją częstszego wykonywania badań i większej wykrywalności przeciwciał?
Zmiany klimatyczne, które obserwujemy od ok. 20 lat, sprzyjają zwiększaniu się populacji kleszczy, i to kleszczy zakażonych. Nie tylko temperatury wpływają na liczebność tych pajęczaków, a raczej na zmianę ich aktywności sezonowej. Zauważamy – szczególnie właściciele psów – wydłużenie jej od wczesnej wiosny do bardzo późnej jesieni. Łagodne zimy, czyli wyższe temperatury i brak śniegu, sprzyjają obecności żywicieli, czyli drobnych zwierząt, które są pierwszymi ofiarami budzących się wiosną kleszczy i stanowią rezerwuar patogenów. Zjawisko to obserwowane jest co najmniej od 1993 r. Wzrasta nie tylko liczba rozpoznawanych przypadków boreliozy, ale także obiektywnie potwierdzanych i zgłaszanych przypadków kleszczowego zapalenia mózgu w postaci neurologicznej, uznawanej za chorobę wskaźnikową chorób odkleszczowych.
Zatem z jednej strony na pewno zjawiska naturalne zachodzące w środowisku i nasza aktywność w kontakcie z naturą, również dłuższa ze względu na temperatury, skutkują większą liczbą zakażeń. Z drugiej zaś strony wiedza o chorobie i bogata oferta testów, oferowanych komercyjnie bezpośrednio pacjentowi, powodują, że osoby z nierozwiązanym problemem medycznym, najczęściej bólem stawów, zmęczeniem, same poszukują diagnozy, wykonują badania, a uzyskując dodatni wynik serologiczny, oczekują leczenia.
I tu wydaje się, że mamy trochę nadrozpoznawalności, bo nie zawsze dodatni wynik badania jest jednoznaczny z chorobą. U pewnego odsetka populacji występują przeciwciała, brak natomiast objawów choroby. W Polsce jest to ok. 14%. Dodatni wynik nie świadczy o chorobie, tylko o wcześniejszym zetknięciu się z krętkami, z którymi organizm sam sobie poradził. Przyczyny objawów, które skłaniają do wykonania badań, są różne, ale zdiagnozowanie boreliozy jest chętnie przyjmowane przez pacjentów, ponieważ tłumaczy nam zmęczenie, wędrujące bóle stawów, na które lekarz POZ już nie ma sposobu, brak efektywności w pracy. A kiedy kuracja antybiotykiem nie pomaga, niestety są prowadzone kolejne.
W danych epidemiologicznych zwraca uwagę wyraźny spadek liczby zgłaszanych przypadków boreliozy w 2020 r. Czy zdaniem Pani Profesor mogło to mieć związek z pandemią COVID-19? Na ile mniejsza liczba zachorowań odzwierciedlała realne zmiany w transmisji Borrelia burgdorferi, a na ile była efektem ograniczonego dostępu do opieki zdrowotnej, mniejszej liczby konsultacji lekarskich oraz wykonywanych badań diagnostycznych?
Epidemia COVID-19 zmieniła na jakiś czas nasze życie, naszą aktywność, a także ograniczyła dostęp do diagnostyki. Skupiliśmy się głównie na zakażeniach wirusem SARS-CoV-2, nawet osoby leczone na boreliozę nie zawsze były zgłaszane do systemu nadzoru.
W tym czasie w krajach sąsiednich z racji ograniczeń w przemieszczaniu się, podróżach, wyjazdach wakacyjnych dużo osób swoją aktywność sportową, rekreacyjną kierowało do lokalnych lasów, na tereny zieleni i w tych krajach takich zakażeń raportowano więcej.
Jakie są najczęstsze objawy kliniczne boreliozy na poszczególnych etapach choroby? Jakie tzw. czerwone flagi powinny zwrócić szczególną uwagę lekarza i skłonić go do podejrzewania boreliozy, a nie innych jednostek chorobowych?
Wczesne zakażenie może być niezauważalne lub mieć objawy nieswoiste: zmęczenie, ogólne rozbicie, rzadziej stan podgorączkowy. Pierwszym widocznym symptomem jest rumień wędrujący – charakterystyczna zmiana skórna, która nie wymaga diagnostyki laboratoryjnej w celu potwierdzenia.
Drugą najczęstszą w Europie postacią boreliozy jest postać neurologiczna. Ujawnia się zwykle ok. 1,5 miesiąca od ukłucia przez kleszcza. Może wystąpić porażenie nerwów czaszkowych, najczęściej nerwu siódmego, jedno- lub obustronne, mogą być zajęte obwodowe części innych nerwów czaszkowych, pojawia się także ostry zespół korzeniowy, na różnej wysokości. Tym objawom towarzyszy odczyn limfocytarny w płynie mózgowo-rdzeniowym, co pozwala nam rozpoznać limfocytarne zapalenie opon. Zapalenie opon, porażenie nerwu czaszkowego i objawy korzeniowe nazywamy triadą Bannwartha. Są one łatwe do rozpoznania, jeśli występują jednocześnie, jednak nie zawsze tak się dzieje. Najpierw może pojawić się porażenie nerwu czaszkowego, później zespół korzeniowy, czyli silny zespół bólowy. Porażenie nerwu może ujawnić się, gdy już trwa silny zespół bólowy korzeni nerwowych, nawet leczony antybiotykiem. Jak już wspomniałam, wszystkim postaciom neurologicznym towarzyszy odczyn zapalny w płynie mózgowo-rdzeniowym.
Postać stawowa występuje rzadziej. Ocenia się, że jest to ok. 8% wszystkich postaci klinicznych boreliozy w Europie. Najczęściej dochodzi do zapalenia stawu dużego, jak staw kolanowy, i mimo leczenia antybiotykiem mogą pojawić się kolejne 2 lub 3 rzuty zapalenia, jednak coraz słabsze, wygasające.
Najtrudniej rozpoznać postać sercową, ponieważ może przypominać inne schorzenia kardiologiczne i nie zawsze pacjent wiąże to z wycieczką do lasu czy niedawnym pokuciem przez kleszcza. Mogą być także postacie oczne, ale znacznie rzadziej.
Jakie są powikłania nieleczonej boreliozy, których powinniśmy się obawiać? Które z nich mogą prowadzić do trwałych następstw zdrowotnych?
Późno rozpoznana postać skórna, tzw. zanikowe zapalenie skóry kończyn, objawiające się ścieńczeniem skóry i zmianami w zabarwieniu, ustępuje tylko częściowo i mogą towarzyszyć tej postaci polineuropatie manifestujące się zaburzeniami czucia. Jest to jednak postać rzadka. Zapalenie stawu może spowodować jego zniekształcenie z powodu zmian w maziówce. Niezwykle rzadko opisywane są pojedyncze przypadki zapalenia mózgu i rdzenia, ale one dobrze poddają się leczeniu. Jeśli nawet borelioza zostanie późno rozpoznana, jednorazowe leczenie antybiotykiem, do 3 tygodni, skutecznie eliminuje krętki.
W przestrzeni publicznej często pojawiają się informacje na temat tzw. boreliozy przewlekłej, a na internetowych forach pacjentów promowane są niestandardowe testy diagnostyczne oraz metody leczenia. Jak środowisko medyczne odnosi się do takich praktyk? Czy są one zgodne z aktualną wiedzą naukową i obowiązującymi wytycznymi diagnostyczno-terapeutycznymi?
Niestety w powszechnej opinii boreliozą tłumaczy się dużo objawów nieswoistych, takich jak przewlekłe zmęczenie, nocne poty, utrata wagi, przybranie na wadze, trudności w koncentracji, które mogą odpowiadać wielu innym chorobom postępującym, np. chorobom z autoagresji, nowotworowym czy neurozwyrodnieniowym. Złe samopoczucie i przewlekłe zmęczenie może być także efektem zakłócenia rytmu dobowego, niedosypiania, powszechnego, gdy żyjemy w rytmie budzika i często kradniemy czas przeznaczony na wypoczynek nocny. Przemęczenie często wynika ze stylu naszego życia, pośpiechu, presji czasu, stresów w pracy. Zaczynamy szukać przyczyny i wykrycie boreliozy daje nam wytłumaczenie, dlaczego nie jesteśmy najlepsi, dlaczego nie dajemy rady, dlaczego jesteśmy zmęczeni. Za takim podejściem do boreliozy idą oferty przewlekłego leczenia, z czym środowisko lekarskie absolutnie nie może się zgodzić. Przyczyną boreliozy jest obecność krętka, który eliminujemy za pomocą antybiotyku. Antybiotyk jest narzędziem w leczeniu, które powinno być stosowane bardzo ostrożnie i w sposób rozważny. Długotrwałe i niepotrzebne leczenie antybiotykiem generuje szczepy wielooporne, doprowadza do niszczenia mikrobiomu pacjenta, ale przede wszystkim może odwrócić uwagę od schorzenia progresywnego, którego antybiotyk nie wyleczy, takiego jak choroba autoimmunologiczna czy nowotworowa. Dlatego wiarygodne, rekomendowane testy, interpretowane we właściwy sposób, w połączeniu z objawami, są wskazaniem do terapii antybiotykiem i jeśli trzytygodniowa antybiotykoterapia nie przynosi poprawy, to należy szukać innych przyczyn, a nie alternatywnego leczenia.
Borelioza jest szeroko omawiana w mediach i przestrzeni publicznej, natomiast znacznie rzadziej mówi się o innej chorobie odkleszczowej, jaką jest kleszczowe zapalenie mózgu, przed którym – w przeciwieństwie do boreliozy – możemy się skutecznie chronić dzięki szczepieniom. Z czego zdaniem Pani Profesor wynika ta dysproporcja w zainteresowaniu tymi chorobami?
Borelioza występuje zdecydowanie częściej i dużo łatwiej się ją rozpoznaje, zwykle w trybie ambulatoryjnym. Rzadko wymaga leczenia w szpitalu. Badania w kierunku boreliozy w diagnostyce różnicowej przy objawach osłabienia, zmęczenia, niecharakterystycznych bólów często wychodzą dodatnie, co zwiększa wykrywalność. Oferta badań i leczenia w przestrzeni publicznej i Internecie zwiększa zainteresowanie tą chorobą. Natomiast kleszczowe zapalenie mózgu, choroba wirusowa, w większości przypadków bezobjawowa, u części zakażonych przebiega w postaci „letniej grypy”. Tylko u niektórych wymaga hospitalizacji, kilka czy kilkanaście procent zakażonych z postacią neurologiczną ma ciężkie powikłania. Ci pacjenci rehabilitują się długo, zwykle nie dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z chorobą, nie ma też stron internetowych. Osoby z KZM nie są także w centrum uwagi gabinetów oferujących leczenie, bo takiego nie ma – inaczej niż w przypadku boreliozy. KZM leczone jest w szpitalu, jedynie objawowo, przypadków jest mniej niż boreliozy, a wiedza o KZM, nawet w regionach endemicznych, jest niedostateczna, podobnie jak wiedza o możliwości szczepienia.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Patryk Matuszek
Patryk Matuszek
Ekspert ds. Szkoleń i Wystąpień Publicznych, Senior Product Manager ds. Boreliozy
