Czego szukasz?

Filtrowanie

Wynik badania z krwi staje się realną przepustką do innowacyjnego leczenia

06 lipca, 2026
Barbara Pawłowska

Wywiad z Renatą Machaczek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda” oraz członkiem Zarządu Krajowego Forum ORPHAN

Miastenia gravis jest chorobą o podłożu autoimmunizacyjnym, w której kluczową rolę odgrywają autoprzeciwciała skierowane przeciwko strukturom złącza nerwowo-mięśniowego. Jak z perspektywy pacjentów zrzeszonych w Polskim Stowarzyszeniu Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda” wygląda obecnie świadomość znaczenia badań laboratoryjnych w procesie diagnostycznym miastenii?

Świadomość znaczenia badań laboratoryjnych wśród pacjentów zrzeszonych w Polskim Stowarzyszeniu Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda” – i nie tylko – w ostatnich latach przeszła ogromną przemianę. Chorzy coraz lepiej rozumieją, że diagnostyka z krwi nie jest formalnością, lecz fundamentem skutecznego leczenia i kluczem do indywidualnego podejścia terapeutycznego. Wiedza na temat autoprzeciwciał – takich jak anty-AChR, anty-MuSK czy anty-LRP4 – stała się powszechna. Pacjenci wiedzą, że obecność tych autoprzeciwciał lub ich brak w surowicy krwi weryfikuje charakter choroby, wpływa na rokowanie i wyznacza dalszą ścieżkę terapeutyczną. Coraz częściej potrafią świadomie interpretować swoje wyniki, rozumiejąc, że dodatni serostatus ułatwia dobór terapii, a jego rodzaj może determinować dynamikę objawów.

Jednocześnie w środowisku „Giocondy” mocno podkreśla się, że brak wykrywalnych przeciwciał nie wyklucza miastenii. Pacjenci z tzw. postacią seronegatywną – stanowiący 10–15% chorych – dzięki edukacji i wsparciu Stowarzyszenia mają świadomość, że ich objawy są realne, a diagnostyka musi być rozszerzona o zaawansowane badania elektrofizjologiczne, takie jak EMG czy SFEMG. To ważna zmiana, która pozwala uniknąć lat niepewności i błędnych interpretacji wyników.

Rosnąca wiedza laboratoryjna ma również wymiar praktyczny. Nowoczesne terapie biologiczne, w tym inhibitory dopełniacza czy blokery receptora FcRn, coraz częściej wymagają potwierdzonego serostatusu jako warunku kwalifikacji do programów lekowych. Pacjenci rozumieją więc, że wynik badania z krwi staje się ich realną przepustką do innowacyjnego leczenia, które może znacząco poprawić jakość życia i zmniejszyć nużliwość mięśni.

Dzięki działalności edukacyjnej Stowarzyszenia „Gioconda” – poprzez poradniki, konferencje, warsztaty i konsultacje z ekspertami – chorzy przestali być biernymi odbiorcami diagnozy. Stali się świadomymi partnerami w procesie leczenia, potrafiącymi rozmawiać z lekarzami o swoich wynikach, rozumiejącymi ich znaczenie i aktywnie uczestniczącymi w decyzjach terapeutycznych.

Wczesne rozpoznanie miastenii ma kluczowe znaczenie dla szybkiego wdrożenia leczenia i poprawy jakości życia pacjentów. Jakie doświadczenia dotyczące drogi do rozpoznania miastenii pacjenci zgłaszają najczęściej? Czy badania laboratoryjne wykonywane są zazwyczaj na wczesnym etapie diagnostyki, czy raczej po długim okresie poszukiwania przyczyny objawów?

Droga pacjentów do uzyskania właściwego rozpoznania miastenii wciąż bywa długa, pełna zakrętów i niepewności. Z relacji chorych oraz z badań ankietowych wynika, że szybka diagnoza należy raczej do wyjątków niż do standardu. Najczęściej cały proces trwa od kilku miesięcy do nawet kilku lat, a w tym czasie pacjenci przechodzą przez szereg trudnych doświadczeń, które na długo zapadają w pamięć.

Wielu chorych opowiada o swojej „odysei diagnostycznej”, która zaczyna się od pierwszych niepokojących objawów: opadania powiek, podwójnego widzenia, trudności z mówieniem czy połykaniem. Zamiast trafić od razu do neurologa, pacjenci odwiedzają kolejno okulistów, laryngologów, logopedów i innych specjalistów. Zanim ktoś połączy te symptomy w jedną całość, mijają miesiące, a czasem lata. Dodatkowym utrudnieniem jest zmienność objawów – miastenia potrafi „ukrywać się” przed lekarzem. Rano pacjent czuje się lepiej, więc w gabinecie wygląda na zdrowego, a dopiero wieczorem pojawia się prawdziwa słabość mięśni. To sprawia, że standardowe badanie neurologiczne często nie pokazuje niczego niepokojącego.

Wielu pacjentów wspomina także o błędnych diagnozach i próbach tłumaczenia objawów podłożem psychicznym. Ponieważ dolegliwości pojawiają się i znikają, chorzy słyszą, że są przemęczeni, zestresowani, mają depresję lub nerwicę. Zdarza się nawet, że ich niewyraźna mowa czy opadające powieki są błędnie interpretowane jako efekt alkoholu. To doświadczenia, które potrafią podważyć zaufanie do systemu ochrony zdrowia i sprawić, że pacjent zaczyna wątpić we własne odczucia.

Najbardziej dramatyczne sytuacje dotyczą jednak leczenia „w ciemno”. Zdarza się, że osoba z niezdiagnozowaną miastenią trafia do szpitala z ogólnym osłabieniem i otrzymuje leki, które są w tej chorobie przeciwwskazane, np. wysokie dawki magnezu. W niektórych przypadkach prowadziło to do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia. To pokazuje, jak ważne jest szybkie rozpoznanie i właściwa diagnostyka.

Badania laboratoryjne, takie jak oznaczenie przeciwciał anty-AChR czy anty-MuSK, w idealnym świecie powinny być wykonywane na samym początku, przy pierwszym podejrzeniu nużliwości mięśni. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. W praktyce są one zlecane dopiero na późnym etapie diagnostyki – wtedy, gdy objawy stają się na tyle nasilone, uogólnione lub zagrażające życiu, że lekarze zaczynają podejrzewać rzadką chorobę neurologiczną. Wynika to z kilku czynników: braku czujności na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, ograniczeń proceduralnych oraz problemu miastenii seronegatywnej, w której wyniki badań krwi pozostają prawidłowe mimo obecności choroby.

Właśnie dlatego Polskie Stowarzyszenie Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda” tak mocno podkreśla potrzebę edukacji lekarzy pierwszego kontaktu. Wczesne rozpoznanie, szybkie zlecenie badań laboratoryjnych i skierowanie na testy elektrofizjologiczne mogą skrócić drogę do diagnozy z lat do miesięcy, a w niektórych przypadkach nawet uratować życie. Pacjenci zasługują na to, by ich objawy były traktowane poważnie od pierwszej wizyty, a nie dopiero wtedy, gdy choroba zaczyna zagrażać podstawowym funkcjom organizmu.

Miastenia jest chorobą przewlekłą, która wpływa nie tylko na sprawność fizyczną pacjentów, ale także na ich życie zawodowe i społeczne. Z perspektywy Stowarzyszenia „Gioconda” – z jakimi problemami i wyzwaniami osoby chore na miastenię mierzą się najczęściej?

Życie z miastenią to dla pacjentów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Gioconda” codzienna walka, której świat zewnętrzny najczęściej nie widzi. To choroba, która potrafi zmienić człowieka w ciągu kilku godzin – rano pozwala wstać, zrobić kawę, uśmiechnąć się do bliskich, a po południu odbiera siłę, głos, mimikę, możliwość uniesienia powiek. Ta nieprzewidywalność sprawia, że chorzy żyją w ciągłej gotowości, ucząc się słuchać własnego ciała, tak jak inni słuchają tykającego zegara. Nigdy nie wiedzą, kiedy wskazówka przesunie się o milimetr za daleko.

W pracy zawodowej miastenia potrafi być bezlitosna. Pacjent, który rano wygląda jak okaz zdrowia, po kilku godzinach walki z komputerem czy rozmowami zaczyna tracić siły – powieki opadają, głos się łamie, dłonie drżą. Dla osób, które nie znają tej choroby, to niezrozumiałe. Zamiast wsparcia pojawia się podejrzliwość, krzywdzące komentarze, a czasem nawet oskarżenia o symulowanie czy bycie pod wpływem alkoholu. Wielu chorych wypada z rynku pracy nie dlatego, że nie chcą pracować, ale dlatego, że system nie daje im szansy. Elastyczne godziny, praca zdalna, zrozumienie – to wciąż luksus, a nie standard. Do tego dochodzi strach przed ujawnieniem diagnozy. Chorzy ukrywają objawy, zaciskają zęby, udają, że wszystko jest w porządku, choć ich ciało krzyczy o pomoc. A im bardziej ukrywają, tym bardziej choroba zaciska na nich swoje palce.

Miastenia wkrada się także w życie rodzinne i społeczne. Chorzy często wycofują się z relacji, bo nie są w stanie przewidzieć, jak będą się czuli wieczorem. Rano planują spotkanie, a po południu nie mają siły wstać z łóżka. Po serii odwołanych wyjść telefony przestają dzwonić, a człowiek zostaje sam – nie dlatego, że nie chce ludzi, ale dlatego, że jego ciało nie pozwala mu do nich dotrzeć. W domu role zaczynają się zmieniać. Zmęczenie odbiera siły na obowiązki, zabawę z dziećmi, wspólne spacery. Pojawia się poczucie winy, że zawodzi się bliskich, choć przecież nikt nie wybiera choroby. A do tego dochodzi coś, o czym rzadko się mówi – twarz, która przestaje wyrażać emocje. Brak mimiki, niewyraźna mowa, trudność w uśmiechu sprawiają, że otoczenie błędnie odczytuje sygnały. Chory czuje radość, ale wygląda na obojętnego. Czuje smutek, ale jego twarz pozostaje nieruchoma. To rodzi kolejne nieporozumienia i kolejne warstwy samotności.

Do tego dochodzą wyzwania systemowe i psychiczne, które także pogłębiają ten ciężar. Pacjenci muszą mierzyć się z urzędową machiną, która często nie rozumie specyfiki choroby. Podczas krótkiej wizyty u orzecznika ZUS czy PFRON chory może trafić na swój „lepszy moment”, co prowadzi do odmowy przyznania renty lub stopnia niepełnosprawności. A przecież miastenia nie działa w rytmie urzędowych wizyt. Do tego dochodzi lęk – ten cichy, codzienny, który towarzyszy każdemu choremu. Lęk, że zwykła infekcja, stres czy źle dobrany lek mogą wywołać kryzys miasteniczny. Lęk, który odbiera sen i spokój. A dostęp do psychologa w ramach NFZ? Symboliczny.

Właśnie dlatego Stowarzyszenie „Gioconda” jest dla chorych czymś więcej niż organizacją. To bezpieczna przystań. Miejsce, w którym nikt nie ocenia „gorszego dnia”, nikt nie pyta: „Ale przecież rano wyglądałaś dobrze?”. To przestrzeń, w której można odetchnąć, opowiedzieć swoją historię i usłyszeć: „Nie jesteś sam”. To wspólnota, która pomaga przejść przez procedury, znaleźć lekarza, zrozumieć wyniki, ale przede wszystkim – odzyskać poczucie, że mimo choroby można żyć. Może inaczej, może wolniej, może z większą uważnością, ale nadal z godnością, sensem i nadzieją.

„Gioconda” daje to, czego system nie potrafi dać: obecność, zrozumienie i siłę płynącą z bycia razem. I właśnie dzięki temu chorzy, którzy kiedyś czuli się niewidzialni, dziś stają się widoczni – dla siebie, dla innych, dla świata.

Czy pacjenci mają obecnie łatwiejszy dostęp do specjalistycznych badań laboratoryjnych wykorzystywanych w diagnostyce miastenii niż jeszcze kilka lat temu? Jakie problemy w tym zakresie nadal pozostają nierozwiązane?

Dostęp do badań laboratoryjnych w kierunku miastenii w Polsce jest dziś zdecydowanie lepszy niż jeszcze kilka lat temu. Pacjenci zrzeszeni w „Giocondzie” podkreślają, że diagnostyka, która kiedyś była trudno dostępna i wymagała szukania wyspecjalizowanych ośrodków, stała się znacznie bardziej osiągalna. Komercyjne laboratoria wprowadziły panele miasteniczne do stałej oferty, a neurolodzy dzięki intensywnej edukacji częściej zlecają badania z krwi na wczesnym etapie. Dodatkowo programy lekowe, zwłaszcza refundowane terapie biologiczne, sprawiły, że precyzyjne określenie serostatusu stało się priorytetem także dla samych placówek medycznych.

Mimo tego postępu system wciąż ma poważne luki. Największą z nich jest brak możliwości zlecenia badań przeciwciał przez lekarza POZ. Pacjent z opadającą powieką czy przewlekłym zmęczeniem musi najpierw dostać skierowanie do neurologa i czekać miesiącami na wizytę, co opóźnia diagnozę i zmusza wielu chorych do wykonywania badań prywatnie. Problematyczna pozostaje również diagnostyka rzadszych przeciwciał, takich jak anty-LRP4 czy przeciwko tytynie – dostępna tylko w kilku wyspecjalizowanych laboratoriach, z długim czasem oczekiwania na wynik. Choć krew można oddać lokalnie, próbki i tak trafiają do centralnych laboratoriów, co dodatkowo wydłuża proces.

Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja pacjentów seronegatywnych. Ujemny wynik badań z krwi bywa traktowany jako ostateczne wykluczenie choroby, mimo że nawet 10–15% chorych ma miastenię bez wykrywalnych przeciwciał. Brakuje systemowego przejścia od negatywnego wyniku do szybkiego skierowania na badania elektrofizjologiczne, takie jak SFEMG.

W skrócie: technologia i rynek prywatny zrobiły ogromny krok naprzód, ale publiczny system ochrony zdrowia wciąż nie nadąża. Największym wyzwaniem pozostaje umożliwienie pacjentom wykonania badań na wczesnym etapie – bez wielomiesięcznego oczekiwania i bez konieczności finansowania diagnostyki z własnej kieszeni. To właśnie ten obszar wymaga najpilniejszych zmian, jeśli chcemy, by diagnoza miastenii była szybka, dostępna i równa dla wszystkich.

Organizacje pacjenckie odgrywają coraz większą rolę w edukacji społecznej oraz dialogu z systemem ochrony zdrowia. Jakie działania prowadzi Stowarzyszenie „Gioconda”, aby wspierać osoby z miastenią i ich bliskich?

Polskie Stowarzyszenie Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda” powstało z potrzeby serca – z potrzeby bycia razem w chorobie, która tak często odbiera głos, energię i pewność siebie. Miastenia jest niewidoczną niepełnosprawnością. Nie krzyczy, nie zostawia śladów na skórze, nie daje się łatwo uchwycić w spojrzeniu. A jednak potrafi zmienić całe życie. Dlatego „Gioconda” stała się miejscem, w którym chorzy mogą wreszcie powiedzieć: „Widzę cię. Rozumiem cię. Jesteś wśród swoich”.

Najważniejszym fundamentem działalności Stowarzyszenia jest wsparcie – takie prawdziwe, ciepłe, oparte na doświadczeniu i wzajemnym zaufaniu. W grupach wsparcia pacjenci po raz pierwszy od dawna czują, że nie muszą niczego udawać. Mogą opowiedzieć o strachu przed kolejnym kryzysem, o wstydzie związanym z opadającą powieką, o zmęczeniu, które odbiera siły do najprostszych czynności. Mogą też usłyszeć: „Ja też tak mam”. To zdanie działa jak ulga, jak oddech po długim zanurzeniu. Stowarzyszenie dba również o psychikę chorych i ich bliskich – bo miastenia dotyka całych rodzin. Warsztaty, rozmowy, wsparcie specjalistów pomagają odbudować poczucie bezpieczeństwa, które choroba tak łatwo potrafi odebrać.

Drugim filarem jest edukacja – ta, która zmienia świadomość społeczeństwa i lekarzy. Kampanie, takie jak „Otwórz oczy na miastenię”, pokazują, że za niewyraźną mową, maskowatą twarzą czy nagłym brakiem sił nie stoi lenistwo ani brak chęci, lecz choroba, która każdego dnia testuje granice ludzkiej wytrzymałości. Poradniki, karty chorego i materiały ratunkowe tworzone przez „Giocondę” nie są zwykłymi broszurami – to narzędzia, które w sytuacji kryzysowej mogą uratować życie. A konferencje i spotkania edukacyjne dają pacjentom dostęp do wiedzy, która pozwala im odzyskać kontrolę nad własnym zdrowiem.

Trzecim niezwykle ważnym obszarem działalności Stowarzyszenia jest rzecznictwo. „Gioconda” stała się głosem tych, którzy przez lata byli niewidoczni w systemie. Jako członek Rady Organizacji Pacjentów Stowarzyszenie wnosi doświadczenie tysięcy chorych do rozmów z decydentami. Walczy o refundację nowoczesnych terapii, o dostęp do leków, które mogą zatrzymać chorobę, o procedury, które nie będą upokarzać pacjentów, lecz wspierać ich w codziennym życiu. Raporty i badania prowadzone przez Stowarzyszenie pokazują, jak naprawdę wygląda życie z miastenią – z jego wzlotami, upadkami, lękami i nadziejami. Dzięki temu rozmowy z Ministerstwem Zdrowia czy NFZ nie są już abstrakcyjne, lecz oparte na realnych historiach.

Największą siłą „Giocondy” jest jednak to, co wydarzyło się między ludźmi. Pacjenci, którzy kiedyś czuli się samotni, zagubieni i niezrozumiani, dziś tworzą wspólnotę, która potrafi walczyć o siebie i o innych. Z osób, które bały się mówić o swojej chorobie, stali się świadomymi, odważnymi rzecznikami zmian. Z lęku narodziła się wiedza, z wiedzy – solidarność, a z solidarności – realna siła, która wpływa na standardy opieki neurologicznej w Polsce.

„Gioconda” nie tylko wspiera. Ona delikatnie podnosi tych, którym choroba odebrała pewność siebie. Przywraca godność, której nikt nie powinien tracić. Oddaje głos tym, którzy zamilkli ze zmęczenia i niezrozumienia. Daje poczucie, że nawet z chorobą odbierającą siły można wciąż żyć pełniej, mądrzej, z czułością wobec siebie – i przede wszystkim wśród ludzi, którzy naprawdę rozumieją.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Barbara Pawłowska

 

Barbara Pawłowska

Barbara Pawłowska

Zastępca Kierownika Działu Informacji Naukowej, Kierownik ds. Szkoleń On-line

71 75 66 045

barbara.pawlowska@revvity.com

Masz pytanie dotyczące tego tematu?





    Katalog produktów